O popularności skrzatów ogrodowych

Ogrodowe skrzaty przywędrowały do Polski zza zachodniej granicy. Gipsowe karzełki o wyglądzie Świętego Mikołaja mają korzenie w baśniach i tradycyjnych niemieckich opowieściach. Przypadkiem stały się one ozdobą również w naszych ogrodach. Pierwsze egzemplarze ogrodowych Rumcajsów sprowadzano do kraju jeszcze w latach 80. Wówczas trudno było mówić o trendach na rynku ogrodniczym, bo takowy nie istniał. Wszystko to, co pochodziło z Zachodu, było „na czasie”. Pierwsze skrzaty skolonizowały polskie ogrody zlokalizowane tuż przy granicy z ojczyzną Oktober Fest. Przyjeżdżały w wypakowanych bagażnikach dużych fiatów i ład, rozpychając się między tureckimi swetrami, czekoladą i piwem. Po przełomie lat 90., krasnale trafiły do regularnej sprzedaży i zaczęły podbijać rynek. Sprzedaż szacowano na dziesiątki tysięcy sztuk rocznie. Przyjazny wizerunek ogrodowych sprawiał, że chciała je mieć każda babcia. Po roku 2000, kiedy rynek usług ogrodniczych zaczął ulegać zachodnim wpływom, zaczęło się głośno mówić o tym, że tego typu figurki są po prostu obciachowe. Zatwardziali zwolennicy rustykalnych widoków za oknem, nie poddawali się łatwo. Po latach stania w słońcu i deszczu, gipsowe figurki zaczęły blaknąć i rozpadać się. Niektórzy ogrodnicy tak bardzo przywiązali się do tych postaci, że nadal na zapleczu drewnianych altanek, trzymają kilka sztuk, czekając na lepsze czasy. Ku uciesze wrażliwych estetycznie kreatorów ogrodniczych trendów, trawniki oczyściły się ze śmiesznych figurek, które zostały zastąpione przez ogrodowe gadżety z Ikei.

Znalazłeś się tutaj dzięki współpracy z poniższym serwisem:

Z zawodu lekarz medycyny. Po godzinach zajmuję się uprawianiem własnego ogrodu. Dzielę się tutaj moją pasją 🙂

error: Content is protected !!